Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
295. Wojan, kolejna ofiara, oddział z iwy... O w mordę!
Piruet, przykucnięcie, wyskok, obrót, padnięcie, rzut na płask i…. Zabity. Uchyliłam się przed lecącym w moja stronę shurikenem. Westchnęłam i znów rzuciłam się w wir walki. Pobiegłam między przeciwnikami osłaniając twarz skrzyżowanymi ramionami a w dłoniach trzymałam dwa długie noże. Po minucie odwróciłam się i zobaczyłam za sobą trupią ścieżkę. Z perfidnym uśmiechem przeturlałam się przed lecącym kunai. W oddali zobaczyłam walczącego Mito. Czas nie będzie na nas czekał, więc wybaczmy sobie to co było w nas złe. Nie umiem żyć bez ciebie, teraz dobrze to wiem. Chciałam pobiec w jego kierunku, zacząć wszystko wyjaśniać. Pozwolić mu to wyjaśnić. Bo właśnie zrozumiałam, że Akihito, Izo i Sugito to była tylko przykrywka do moich prawdziwych uczyć. Kochałam go, kochałam Mito. Pomimo tego co on mi zrobił byłam w tej chwili gotowa zginąć za niego. Zobaczyłam coś czego nie widział ona, lecącej w jego stronę strzały. Ruszyłam pędem siląc się na spokój. Miały spełnić się moje własne słowa. Stanęłam przed Mito gotowa uchronić go od strzału ale przede mną też ktoś stanął. Od razu go poznałam. Ale za późno. Strzała już tkwiła w jego piersi.
- Marmutto! – Złapałam go zanim poleciał na ziemie… Ułożyłam delikatnie na ziemi i wysłuchałam ostatnich słów wiernego kompana.
- Mówiłem, że przyciągasz kłopoty śnieżynko? Choć teraz jesteś taka czarna! Jaka opalona. Ach: masz moje pozwolenie. Wzmocnij się mną. – Powiedział już cicho tak by nie usłyszał go nikt prócz mnie. Uśmiechnęłam się smutno.
- Nigdy tego nie zrobię. Wystarczył mi już Izo. On też, on…. – Głos mi się lekko załamał ale Marmutto uśmiechnął się przenikliwie.
- Zrobisz, przynajmniej trochę. Znów zbrązowiejesz śnieżynko. Nie chce wracać, nie każ mi tego robić. Spotkanie z tobą to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała. Żegnaj Yuki no Shabaku– Nie powiedział już nic więcej. Zamknął oczy i odszedł. Ten którego uznawałam za nieśmiertelnego. Zamknęłam mu powieki i złożyłam na ziemi. Paliła mnie chce skosztowania jego krwi. Byłam słaba, a krew uzależniała. Ale musiałam się powstrzymać. Koło mnie przebiegł Sugito. A za nim truchtem pobiegł Mito. Wstałam chcąc nie chcą i ruszyłam wolno za nimi. Gdybym tylko chciała z łatwością przegoniłabym ich obu, ale nie wiedziałam dokąd biegniemy. Zatrzymali się pod lasem, o mało nie dostałam zawału gdy zobaczyłam to co tam jest.
- O w mordę! – Wyrwało się Sugito i natychmiast Mito kopnął go w cztery litery. Przede mną stał 30 osobowy oddział shinobi z iwy. Wszyscy w trójszeregu i na baczność. Wystąpił jeden z nich.
- Wybacz nam za zwłokę ale trudno było nam ustalić miejsce twego pobytu pani. Tak nagle zniknęłaś. To jest twoja straż przyboczna. Mamy za zadanie cie chronić. – Wyjaśnił widząc moja zaszokowaną minę. Kiwnęłam głową osłupiona.
- Ty naprawdę nim zostałaś? – Zapytał podejrzliwie Sugito przypatrując się mi w pełnym znaczeniu tego słowa. Znów zaszokowana kiwnęłam głową. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak ciężkie życie musiał mieć Izo.
Yuki Lub Miyo 15/05/2008 20:53:11 [
Powrót]
Zostaw swoje myśli